Autor Krzysztof Pasierbiewicz z Ewą Wiśniewską na uroczystej promocji książki w Jastarni

W dniu 7-go sierpnia roku 2006, w ekskluzywnych salach cocktailowych i na przepięknych tarasach widokowych czterogwiazdkowego hotelu „Domu Zdrojowy” w Jastarni, obyła się promocja książki autorstwa Krzysztofa Pasierbiewicza pt. „Epopeja Helskiej Balangi – GRUPA”.



Opis promocji

„Dom Zdrojowy” w Jastarni gdzie odbyła się promocja książki

W dniu 7-go sierpnia roku 2006, w ekskluzywnych salach cocktailowych i na przepięknych tarasach widokowych czterogwiazdkowego hotelu „Domu Zdrojowy” w Jastarni, obyła się promocja książki autorstwa Krzysztofa Pasierbiewicza pt. „Epopeja Helskiej Balangi – GRUPA” (http://www.sztukpuk.art.pl/assets/wydarzenia/jastarnia/index.htm).

W gronie przybyłych na promocję ponad dwustu dostojnych gości znalazły się, między innymi, takie znakomitości polskich salonów artystycznych i naukowych jak: Ewa Wiśniewska, Magdalena Zawadzka, Grażyna Szapołowska, Barbara Burska, Grażyna Hase, Aleksandra Woźniak, Zbigniew Zapasiewicz, Janusz Gajos, Janusz Morgerstern, Janusz Głowacki, Andrzej Bober, Sławomir Kryński, oraz profesorowie: Joanna Ugniewska, Jan Woleński, Witold Różyłło, Jurek Olszewski, i wiele innych szacownych osób, których nazwisk nie sposób wręcz wszystkich wyliczyć. (http://www.zdrojowy.com.pl/pl/informacje.php?section=agenda&subsection=00).

Gości witał przy wejściu dyrektor sponsorującego uroczystość „Domu Zdrojowego” Pan Arkadiusz Labudda, a uroczystość otworzył oficjalnie burmistrz Gminy Jastarnia Pan Tyberiusz Narkowicz.
Uroczystość rozpoczęła się odtworzeniem fragmentów nadanej przez radiostację „Radio dla ciebie”, cyklicznej audycji „Kwestia smaku”, w której redaktorzy Jerzy Iwaszkiweicz, Tadeusz Górny oraz Jerzy Kisielewski, skomentowali bardzo przychylnie, ciepło i dowcipnie recenzowaną książkę Krzysztofa Pasierbiewicza.
Następnie Ewa Wiśniewska, wzbudzając aplauz widowni, odczytała wybrane fragmenty promowanej książki.
W słowie autorskim, Krzysztof Pasierbiewicz wyjaśnił zebranym, co go skłoniło do napisania książki o legendarnej „Grupie” i jej „Helskiej Balandze”. http://www.sztukpuk.art.pl/assets/wydarzenia2006/jastarnia/pages/010.htm

Czym jest balanga z punktu widzenia nauki wyjaśnił zebranym przewodniczący Europejskiego Towarzystwa Filozofii Analitycznej, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan Woleński, w wygłoszonym na promocji okolicznościowym wykładzie pt. „Analityczna Filozofia Balangi”, który to wykład oceniono zgodnie jako „perełkę filozofii polskiej”. http://www.sztukpuk.art.pl/assets/recenzje/forum/wolenski_balanga.htm

Kolejnym punktem uroczystości było wręczenie przez Władze Gminy Jastarnia panom Andrzejowi Bohdanowiczowi (legendarnemu „Koniowi”) oraz Janowi Mieczyńskiemu (legendarnemu „Duninowi”) pamiątkowych medali za wkład w historię „rozwoju życia towarzyskiego elit helskiego lata”, oraz wręczenia pamiątkowych dyplomów dla najbardziej zasłużonych birbantów „Grupy”.
Część oficjalną uroczystości zakończono odtworzeniem pieśni „ta nasza młodość”, kultowego hymnu krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”, którego muzykę napisał baśniowy kompozytor piosenki kabaretowej Zygmunt Konieczny, właśnie na jednym z niezliczonych bankietów wydawanych przez opisanego w książce twórcę „helskiej balangi”, Pana Andrzeja Baroszyńskiego, w jego niezapomnianym salonie otwartym przy ulicy Floriańskiej w Krakowie.
Wzruszeni goście uznali jednogłośnie uroczystość promocyjną za fenomen socjologiczny roku 2006, a recenzowaną książkę jako całkowicie nowatorski i jedyny w swoim rodzaju, nieznany dotąd gatunek literacko-edytorski. Chwalono również bardzo wyszukaną i wyjątkowo wytworną formę edytorską promowanej książki.

Autor Krzysztof Pasierbiewicz przedstawia zebranym na promocji gościom swoją córkę Julkę dla której napisał swą książkę

Uroczystość promocyjna zakończyła się sponsorowanym przez hotel „Dom Zdrojowy” niezwykle eleganckim rautem, na którym przy wykwintnie i nad wyraz suto zastawionych stołach uginających się od wyszukanych przysmaków przygotowanych przez arcymistrzów hotelowej kuchni, stosownie do rangi uroczystości dobranej muzyce i szlachetnych trunkach, najbardziej wytrwali goście bawili się szampańsko do białego rana.






Słowo wstępne autora

Autor książki w trakcie wygłaszania słowa wstępnego na uroczystej promocji w Jastani
siedzą: Profesor Jan Woleński i Jan Dunin Mieczyński


Tekst słowa autorskiego, wygłoszonego na promocji książki Krzysztofa Pasierbiewicza pt. „Epopeja Helskiej Balangi - Grupa”, w dniu 7-go sierpnia roku 2006, w „Domu Zdrojowym” w Jastarni:

Szanowni Państwo!

Jak zobaczyłem kto dzisiaj przyszedł na moją promocje, ugięły mi się kolana i zaschło mi w gardle. Widzę bowiem przed sobą tak wielu dostojnych i drogich mi gości, iż nie sposób ich wszystkich powitać z osobna. Witam zatem, wszystkich Państwa, bez wyjątku, jednakowo radośnie, ciepło i serdecznie.

Jestem do prawdy niezmiernie szczęśliwy, że Was tu dzisiaj widzę wszystkich razem, w ukochanej przeze mnie Jastarni, na promocji mojego albumu o legendarnej „Grupie” i jej „Helskiej Balandze”, balandze, w której, będziecie Państwo, mam nadzieję ochoczo, uczestniczyli również dzisiejszego wieczoru.

Czym jest balanga z punktu widzenia nauki wyjaśni Państwu za chwilę człowiek stosownie do rangi problemu uczony, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, Pan Jan Woleński, w swoim wykładzie pt. „Analityczna Filozofia Balangi”.

Ja natomiast, zamiast okolicznościowego przemówienia, pragnę Państwu wyjawić prawdziwe intencje, które mnie skłoniły do napisania promowanej książki.

Pierwszy raz pomyślałem o tym, gdy odszedł Andrzej Bartoszyński, legendarny „Bartocha”, duchowy przywódca „Grupy”, ów niezapomniany, genialny reżyser „epopei helskiej balangi”, niekwestionowany twórca „zupełnie nowej szkoły, wytwornej rozrywki elit ekskluzywnego kurortu”, którą to szkołę, proponuję od dzisiaj, już formalnie, nazywać „Szkołą Helską”. Dopiero na pogrzebie Andrzeja pojąłem jak mocno, głęboko i trwale może ludzi połączyć balanga. Przecież ludzie tworzący „Grupę” spotykali się głównie na Półwyspie, nie widząc się często przez cały okrągły rok. A jednak na ostatnią drogę „Bartochy” zjechała do Krakowa dosłownie cała Warszawa, a na ekspres „Lajkonik” zabrakło po prostu miejscówek. I właśnie tam w Krakowie, na Cmentarzu Rakowickim, zrozumiałem w pełni jak silną i kochającą się Grupę dozgonnych przyjaciół zrodziła helska balanga. Wtedy pojąłem, że balanga może stanowić prawdziwie głęboką wartość, swoisty towarzyski fenomen, o którym nie tylko nie wolno zapomnieć, lecz zapis historii tego fenomenu należy przekazać potomnym.

Drugim powodem napisania książki było wyróżnienie mnie, przez lokalne Władze Jastarni, Honorowym Medalem Gminy, wieńczące moją wieloletnią miłość do Półwyspu, „tego jedynego w swoim rodzaju zaczarowanego miejsca na Ziemi, do którego każdego lata wracałem skądkolwiek bym był, i cokolwiek bym, choćby nie wiem jak ważnego miał do zrobienia”. Ponieważ mnie wyróżniono, postanowiłem się za to, tak jak umiałem, odwdzięczyć.

Trzecim powodem, zdecydowanie najważniejszym, była chęć darowania największej miłości mojego życia, mojej 14-letniej dziś córce Julce, drukowanego zapisu opowiadającego o tym jak pięknie kiedyś balował jej tata. A co równie ważne, zapisu wyrażonego w języku polskim, którego to języka, jej pokolenie z bajki Gadu-Gadu, powoli używać przestaje.

Powodem czwartym była odważna próba obalenia przeze mnie, z jednej strony jako profesjonalnego birbanta krajowej ekstraklasy, lecz ze strony drugiej, jednak człowieka nauki, moim zdaniem niebezpiecznie błędnego stereotypu, że ludziom szacownym i wielce uczonym, obrządek balangowania nijak nie przystoi. Bazując na kanwie barwnej jak pawi ogon palety wspaniałych życiowych karier największych birbantów „Grupy” starałem się zatem dowieść, że balangowanie nie tylko nikomu nie szkodzi, a wręcz przeciwnie, wyzwala z ludzi swoiście odnawialną energię i świeżą moc twórczą. Bo prawdziwa balanga jest sztuką, a w sztuce, i w nauce również, brak woli życia i nieco szalonej wyobraźni, z reguły tłumią talent, i często bezpowrotnie, niweczą szansę sukcesu, co niestety skutkuje, hamującym prawdziwy postęp stanem, nieprzyjaznego zgorzknienia.

Powodem piątym i już obiecuję ostatnim, była nieśmiała próba wyrażenia piórem, wszechobecnego kiedyś na Półwyspie, niezapomnianego klimatu, kultowej balangi lat sześćdziesiątych. „Owego kuriozalnego stanu sielskiej i całkowicie bezkarnej beztroski, ludzi szczęśliwych chwilą, pachnących słońcem i morską bryzą, nie mających nic do stracenia szczęśliwców, nie bojących się jutra”.

Bawcie się państwo dobrze!




Tyrada Dunina

7 sierpnia 2006 - Jastarnia
„Dunin” w trakcie opowiadania „Baśni o Helskiej Balandze”

Historyczna już dzisiaj tyrada Jana Marii Dunina Mieczyńskiego herbu Łabędź, wygłoszona przy okazji promocji książki-albumu autorstwa Krzysztofa Pasierbiewicza pt. "Epopeja Helskiej Balangi - Grupa", w dniu 7-go sierpnia 2006r., w Domu Zdrojowym w Jastarni

BAŚŃ O HELSKIEJ BALANDZE

Mili Państwo!

Pozwólcie, że zdradzę Wam prawdziwą genezę tego wspaniałego albumu, którego promocję zechcieliście dziś Państwo zaszczycić swoją obecnością. Wiadomo Wam zapewne, że Krzysio, autor naszej książki, ma ukochaną jedynaczkę Julkę, której nota bene zawdzięcza pseudonim "Dzieciorób". Otóż Julka nie uśnie, dopóki nie usłyszy bajki na dobranoc. W Krakowie Krzysio nie miał z tym problemu. Znał, bowiem dwie opowieści: o smoku wawelskim oraz o Wandzie, co nie chciała Niemca, które opowiadał swej córce raz jedną, raz drugą. Gorzej było nad morzem, gdyż znał tylko jedną bajkę, tę o rybaku i złotej rybce, którą serwował córce każdego wieczora. I choć rybka za każdym razem spełniała inne życzenie rybaka, znudzona Julka wkrótce się zbuntowała.

Wtedy zdesperowany rodzic wpadł na genialny pomysł, by stworzyć legendę o helskiej balandze, w oparciu o autentyczne postaci swych licznych przyjaciół, odpowiednio na ten cel odkurzonych i przypudrowanych, ów jak pisze Krzysio w swej książce: "starannie dobrany kwiat największych polskich birbantów." Puścił tedy wodze fantazji. I oto gdzieś na krańcach świata, ukazało się słoneczne Królestwo Jastarni, gdzie w wytwornym zamku „Zdrojowym”, z woli Bachusa, rezydował wykwintnie i sprawiedliwie, w otoczeniu GRUPY przyjaciół i wiernych zauszników, dobry i miłościwy król zbytków i uciech, „Bartocha Pierwszy i Ostatni”.

A strzegła „Bartochy” gwardia zawodowa, która się dzieliła na cztery kompanie. Była, więc oddająca się nigdy nieustającej balandze Kompania Bankietowa, gdzie kolejno wyróżniali się tacy wybitni oficerowie jak „Stabrocha”, „Romaniuk”, a później „Młotek”, „Szczaw” i „Ambasador”. Drugą Kompanię tworzyli miłośnicy wód wyskokowych. Była to kompania liczna, i bez fałszywego wstydu powiem, że było w niej wielu wybitnych sztabowców. Lecz ponad wszystkich wybijał się, przez dziesięciolecia pozostający w niezmiennie wysokiej formie, „Hetman Monopolny Zyzio”, który gdy tęgo wypił, to stawał charakterystycznie pochylony jak wieża w Pizie, i przewracał się dopiero wtedy, gdy wytrzeźwiał. Była też spora Kompania Poławiaczy Dziewic. W grupie tej grasowali tacy uznani fachowcy jak „Mucha”, „Gruby Rycho”, „Pilnik”, „Dzieciorób”, oraz samotny myśliwy „Kamian”, bezwzględny egzekutor. Była również Kompania tajemnych, nocnych karciarzy, nigdy nie pokonanych graczy, „Ślepego”, „Konia” i „Kozła”. Krzysio co wieczór wprowadzał do bajki coraz to nowsze i barwniejsze postaci jak: chmurni bracia „Melon” i „Ciopoń”, szalona „Baryła” ze sforą psów ludojadów (dwa z nich widnieją na okładce promowanego dzisiaj albumu), szlachetny „Doktor”, przyjmujący porody na drezynie i „Doktorowa”, niestrudzona organizatorka niezliczonej ilości rautów, bankietów, biesiad i popijaw, tajemnicza „Renata z Grudziądza”, a po latach jej piękna córka Anka, wiecznie zadowolony „Mucha” i wiecznie niezadowolony piękny „Wejo”, i wiele, bardzo wiele, nie mniej barwnych postaci. Ludzi, którzy jak owi śpiący rycerze spod Giewontu, na jedenaście miesięcy zapadali w zimowy sen w różnych miastach Polski i Europy, by pod wodzą Bartochy, spędzić kolejny sierpień na helskiej mierzei, wśród beztroskiej zabawy, uciech i szaleństw, jak mówi w swej książce Krzysio, "ludzi szczęśliwych chwilą".

Pewnego dnia mądre dziecię, oczarowane legendą, rzekło do swego rodzica: tato, nie jesteś już przecież młodzikiem, i żywię uzasadnioną obawę, że bezlitosny ząb czasu, zatrze niebawem w twej pamięci kontury tej pięknej opowieści. Czy byś jej tato nie spisał, ku pamięci potomnych i ku chwale Jastarni, której jesteście starówką. Chwycił tedy Krzysio za pióro i okazało się, że ten naukowiec, technik i pedagog, który przez całe życie pisał o minerałach, skałach i kamieniach, odkrył w sobie niezwykły literacki talent, który, połączony z błyskotliwą inteligencją, dociekliwością, bystrością obserwacji i wielkim poczuciem humoru, zaowocował tym wspaniałym dziełem. Dziełem, które prócz niewątpliwych wartości kronikarskich i edytorskich, urzeka pięknym barokowym językiem, takim, można by rzec, staropolsko - młodopolsko - małopolskim, trochę z Mrożka, a trochę z Fredry. I tylko szkoda, że Krzysio jest taki młody, i nie sięgając pamięcią lat 50-tych i początku lat 60-tych, nie mógł opisać takich zasłużonych herosów helskiej balangi jak „Jędrucha”, „Grzmiąca Rura”, „Naleśnik”, „Koci Łeb”, „Tusik”, „Solnica”, „Peła”, „Szewcowa”, „Znarower”, „Żarówa”, Klan braci Moesów i braci Wielskich i innych bohaterów tamtych pamiętnych lat.

Ale nic straconego. Liczę, wszyscy liczymy na drugie, rozszerzone wydanie.

Dziękuję.




Wykład Profesora Woleńskiego

7 sierpnia 2006 - Jastarnia
Profesor Jan Woleński w trakcie wygłaszania osławionego wykładu

Tekst autoryzowanego wykładu okolicznościowego autorstwa Profesora Jana Woleńskiego (ps. „Sznaucer”), przygotowanego na okazję uroczystej promocji albumu Krzysztofa Pasierbiewicza (ps. „Dzieciorób”) pt. "Epopeja Helskiej Balangi - Grupa", wygłoszony po raz pierwszy na tejże promocji, w dniu 7-go sierpnia 2006r., w Domu Zdrojowym w Jastarni:

Jan Woleński, czyli „Sznaucer”
profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego
członek Polskiej Akademii Umiejętnosci
członek Institut International de Philosophie
przewodniczący Europejskiego Towarzystwa Filozofii Analitycznej,
które to tytuły i godności są wymienione nie gwoli ambicji osobistej, ale dla podkreślenia rangi uroczystości celebrującej Helską Balangę, na którą to okazję poniższy adres "Analityczna filozofia balangi" zostal przygotowany


Wasza Dostojna Wysokość Kniahini, Panie Burmistrzu i inni Ojcowie Jastarni, balangi protektorzy i oby tak pozostało, Księże Proboszczu, któryś słusznie znalazł w balandze więcej światłości niż ciemności, i niech tak również pozostanie, „Duninie” i „Koniu”, Wasze Magnificencje Wyższej Akademii Balangowania w Jastarni, „Dzieciorobie”, którego album dał asumpt do dzisiejszego historycznego spotkania, licznie zebrani młodzi i najmłodsi, bo innych naturalnie nie ma, praktycy i adepci Helskiej Balangi.

Geneza tytułu niniejszego wykładu jest taka oto. W 1979 r., gdym po raz ostatni, co ze wstydem przyznaję, balangował tutaj w pełnym wymiarze czasowym, w wolnych chwilach kończyłem książkę "Z zagadnień analitycznej filozofii prawa". A lat temu 80, w dniu 31 lipca 1926, Jastarnię odwiedził profesor Kazimierz Twardowski, twórca polskiej szkoły filozofii analitycznej, zwanej lwowsko-warszawską. Fakt ten odnotował w swym dzienniku, nie wspominając jednak, czy balangował ponad wypicie herbaty. Wszelako, jak to ustaliłem w dniu dzisiejszym, wcale nie wykluczone, że nieopodal stolika profesora Twardowskiego zasiadała późniejsza pani Mieczyńska, a więc mama „Dunina”. Snując dalsze domysły możemy przypuścić, że tzw. zapatrzenie przyczyniło się do kształtu wybitnie analitycznego umysłu naszego przyjaciela. Proszę być spokojnymi, Szanowni Słuchacze, już więcej nie będzie mowy o sprawach czysto akademickich, aczkolwiek przed nami jest balanga jako poważny problem filozoficzny.

Pochodzenie słowa "balanga" jest bliżej nieznane. Nie znajdziemy go w słownikach języka polskiego (ani innego), ani też słownikach wyrazów obcych, encyklopediach itp. Gdy wpiszemy ten wyraz do komputera w programie automatycznie sprawdzającym pisownię, niechybnie zostanie podkreślony jako niepoprawny. Mogłoby się wydawać, że "balanga" pochodzi od rzeczownika "bal", tj. wielkiej i hucznej zabawy tanecznej. Bal może być elementem balangi, aczkolwiek prawdziwy bal jest z reguły nudnawy. Anglicy nazywają to "evening-dress dancing", co od razu pokazuje, że udział w balu wymaga stroju wieczorowego, podczas gdy na balangę każdy może przyjść ubrany, jak chce. To, że balanga jest czymś bardziej podstawowym niż bal łatwo zrozumieć, gdy weźmie się pod uwagę, że "balowanie" tak naprawdę znaczy obecnie "balangowanie", a nie udział w balu. Nawiasem mówiąc, wyraz "bal" ma swe źródło w greckim słowie ballomai, co znaczyło rzucać się, miotać. Jak zobaczymy później prawdziwe balangowanie jest bardzo dalekie od takich nieskoordynowanych i prostackich czynności.

Musimy zatem podejść do sprawy inaczej, mianowicie metodycznie i analitycznie. Bogactwo zjawiska balangą zwanego, uniemożliwia podanie krótkiej definicji tego fenomenu. Jest to zresztą całkowicie niepotrzebne, bo każdy, kto uczestniczył kiedyś w balandze, wie czym ona jest. W samej rzeczy, balangę koniecznie trzeba poznać z doświadczenia własnego, przeżyć osobiście, a nie na podstawie cudzej opowieści. W Jastarni, zwłaszcza w tym gronie, nie trzeba o tym przypominać. Podchodząc do balangi filozoficzne musimy pamiętać, że filozofia jest nauką o sprawach podstawowych we Wszechświecie, a jej celem jest zrozumienie nas samych i tego, co nas otacza. Ponieważ balanga jest rzeczą absolutnie fundamentalną, w której natura człowieka przejawia się w sposób wszechstronny i jedyny, poddam balangiczny fenomen analizie, by każdy, kto balanguje lepiej rozumiał, w czym uczestniczy i po co. Jeszcze raz zaznaczam, że filozofowanie o balandze, nie zastępuje balangowania.

Filozofia jak wszystkim wiadomo, składa się z ontologii, epistemologii i aksjologii. Pierwsza dotyczy tego, co istnieje i jak istnieje, druga mówi o poznaniu tego, co istnieje, a trzecia traktuje o wartościach, o dobru jako etyka oraz pięknie jako estetyka. Rozpatrzmy zatem po kolei problem balangi od strony ontologicznej, epistemologicznej i aksjologicznej. Na pytanie, czy balanga istnieje, kategorycznie odpowiadamy, że tak. Istnieje obiektywnie, jako wielowymiarowy kompleks kulturowy. Wszelkie dostępne źródła historyczne zaświadczają, że balanga istnieje we Wszechświecie, tak długo, jak człowiek, a może nawet wcześniej. Nie możemy powiedzieć na pewno, czy Pan Bóg utrudzony stwarzaniem przez sześć pierwszych dni, balangował w dniu siódmym, aczkolwiek nie byłoby to dziwne. Musimy pozostawić ten problem teologom, podobnie jak pytanie, czy balanguje się w niebie. Bez większego ryzyka możemy jednak przypuścić, że nie ma balangi w piekle, bo to przecież wyraźnie umniejszyłoby cierpienia potępionych, co miejsca mieć nie może. Balanga jest zaświadczona już w Raju, w każdym razie od niej zaczął się tzw. upadek człowieka. Sławna historia Adama, Ewy, węża i jabłka, nie jest niczym innym jak opisem zwyczajnej ludzkiej balangi. Znaczy to, że balanga stała się przejściem od niezbyt wyraźnego rajskiego statusu naszych prarodziców do ich prawdziwie człowieczego losu. Nazywanie tego upadkiem jest niestosowne w najwyższym stopniu. Wąż, to nie żaden podstępny gad, ale balangowy mistrz ceremonii, jakiś ówczesny „Bartocha”, by wspomnieć naszego nieodżałowanego przyjaciela. Balangował Noe, wielka balanga trwała w Sodomie i Gomorze, powiedzmy działo się to z niejaką przesadą, całkiem przyzwoita odbyła się w Kanie Galilejskiej, gdzie doceniono rolę wina, co nawet było okazją do zdarzenia cudownego. Nie ma poważnego źródła historycznego, w którym nie byłaby opisana jakaś balanga, a brakuje o niej wzmianki jeno w źródłach niepoważnych.

Epistemologia odróżnia poznanie doświadczalne i poznanie rozumowe. Pierwsze zowie się empirycznym, drugie racjonalnym. Z tego, co zostało powiedziane wyżej od razu wynika, że balangę poznaje się empirycznie, dokładniej rzecz mówiąc, zmysłowo. Myliłby się jednak stokrotnie ten, kto twierdziłby, że balanga jest całkowicie odseparowana od rozumu, a przeto, nieracjonalna czy zgoła irracjonalna. Wprawdzie balanga jest krystaliczną ilustracją zasady wszelkiego empiryzmu, że nie ma niczego w umyśle, czego by nie było pierwej w zmyśle, ale balangowanie nie jest chaotycznym rojowiskiem czy też wcześniej wspomnianym miotaniem się, ale stanowi rozumnie dziejący się ciąg zdarzeń, wedle naturalnego porządku rzeczy. Wszystko w balandze musi być na swoim miejscu, ludzie pogrupowani wedle płci w pary lub większe zbiorowości, słowa na początku wytworne, potem mniej, trunki, segregowane wedle mocy i potrzeb, jadło sycące, ale nie powodujące ociężałości, stroje, zdatne do szybkiego znikania, sprzęty do siedzenia, a także zajmowania z czasem pozycji bardziej horyzontalnej itd. Jasną jest rzeczą, że zaprojektowanie i przeprowadzenie należytej balangi wymaga rozumu jako przewodnika. Rzec by nawet można w stylu Immanuela Kanta, filozofa prawdziwie wielkiego: w balandze rozum bez zmysłów jest pusty, zmysły bez rozumu są ślepe. Aby balanga udała się w pełni, musi być, jak to mówią filozofowie, intersubiektywnie sprawdzalna i takoż komunikowalna. Wprawdzie jest tak, że przeżycia w ramach balangi są dla każdego z jej uczestników subiektywne i niepowtarzalne, ale byłoby rzeczą dramatyczną, gdyby balangowicze nie potrafili publicznie, czyli właśnie intersubiektywnie, sprawdzić swych doznań i wzajemnie ich sobie przekazać. Bez tego nie mogłaby np. powstać epopeja Helskiej Balangi. I o czym byłoby wtedy rozmawiać w „Szklarni” czy „Werandzie”?

I na koniec kilka słów o aksjologicznym wymiarze balangi. Tu sprawa jest prosta i oczywista. By nie używać słów nadmiernie pompatycznych i uczonych, powiem, że balanga jest wielką manifestacją ludzkiej wolności, zarówno tej od czegoś jak i tej do czegoś, a także przyrodzonej ludzkiej godności. I jaka taka jest dobra i piękna. Jest piękna po wtóre, dlatego że nie ma balangowania bez urody jej uczestników, zwłaszcza uczestniczek. Nasza Helska Balanga jest tego najlepszym przykładem, jak można to natychmiast zauważyć i dzisiejszego wieczoru. A więc Razem Wiecznie Młodzi Przyjaciele, w balangowaniu wszystkich są wszystkich cele, by strawestować narodowego wieszcza, bo jakżeby inaczej. A tym, którzy chcieliby odebrać nam balangę, oświadczamy krótko i bez ogródek "Będziemy strzec balangi, jak niepodległości, a nawet bardzie."

Dziękuję za uwagę.




Medale honorowe

Znany w całej Warszawie, największy playboy lat sześćdziesiątych Andrzej „Koń” Bohdanowicz dziękuje za przyznany mu medal

Przy okazji uroczystej promocji książki Krzysztofa Pasierbiewicza pt. „Epopeja Helskiej Balangi – GRUPA”, nastąpił dziejowy akt wręczenia Honorowych Medali Gminy Jastarnia dwu kultowym postaciom opisywanej w książce „GRUPY”, Panom Janowi Marii Mieczyńskiemu (legendarnemu „Duninowi”) oraz Andrzejowi Bohdanowiczowi (legendarnemu „Koniowi”). Wręczenia medali dokonał Burmistrz Gminy Jastarnia Pan Tyberiusz Narkowicz.

Następnie wszyscy członkowie „Grupy” otrzymali nadane im przez władze Gminy Jastarnia Honorowe Dyplomy za: „kształtowanie niepowtarzalnego klimatu i niezwykle barwnej historii życia towarzyskiego Półwyspu Helskiego”.

Fragment z książki Krzysztofa Pasierbiewicza opisujący tworzony przez „GRUPĘ” niepowtarzalny klimat życia towarzyskiego na Półwyspie Helskim:

Czy pamiętacie te bale w Jastarni?
gdzie przy ciepłej wódeczce, tatarze i śledziu w śmietanie
bawił się kwiat rozrywkowych elit „PRL-u”
swoisty konglomerat
gwiazd teatru i filmu
świata nauki
nestorów wszelkich sztuk
przeróżnego autoramentu niebieskich ptaków
i „prywaciarzy”
bombastycznych krezusów ówczesnego świata polskiej finansjery

Wszystko to żyło w jakiejś zadziwiającej symbiozie
ludzi z nazwiskami, ludzi z fantazją i ludzi z pieniędzmi
których na przekór szpetocie Komuny
łączyło
luzackie poczucie humoru, polot i fantazja
upodobanie wolności
i jakże znamienny dla tamtej epoki
stan sielskiej i całkowicie bezkarnej beztroski
jako że pieniędzy się wtedy na ogół nie miało
więc nikt się specjalnie nie martwił o kasę
rzucając się na oślep
w wir eksplodującej szaleństwem zabawy
ludzi szczęśliwych chwilą
pachnących słońcem i morską bryzą
nie mających nic do stracenia
„szczęśliwców”
nie bojących się jutra